Blog > Komentarze do wpisu

Biografia Zdzisława Beksińskiego

Artykuł jaki znalazłem ostatnio w swoich archiwach, opublikowany w jakimś magazynie internetowym około 2000 roku.

Ogłaszany Nowym Friedrichem, śmiałkiem i elitarnym awangardzistą, nowatorem w fotomontażu, perfekcjonista w technice i technologii, nowoczesnym plastykiem i twórcą reliefów, kontrowersyjnym twórcą i alienistą. W rzeczywistości nie obchodziły go opinie i mody. No może z wyjątkiem najwcześniejszego okresu, kiedy to podążając za większością artystów wszedł w mało znaczący (w ujęciu mało obiektywnym) okres z pastelowymi obrazami zdeformowanych postaci ludzkich. A wszystko zaczęło się na studiach architektonicznych Politechniki Krakowskiej, kiedy to-zorientowawszy się, że znalazł się w nieodpowiednim miejscu i czasie (PRL) - zaczął rysować dla własnej przyjemności. W zawodzie przepracował zaledwie trzy lata. Zatrudniany był na budowie i w fabryce autobusów w rodzimym Sanoku, gdzie przyszedł na świat w 1929 roku.

W latach 50-tych intensywnie uprawiał fotografię. Do sławnych zdarzeń należy obwiązanie nagiej kobiety - modela sznurkiem, niczym szynkę z wędzonki. Nowelizował w ten sposób cywilizacyjną kobiecość, nadając ciału - poprzez ciasne opasanie - kształtów, których nie sposób było wcześniej się dopatrzyć. Stosował też zdjęcia na zasadzie kontrastu, np."zestaw": staruszka-dziecko. Beksiński nie akceptował naturalności w jej zastanym porządku. Interesował go przedmiot jako bodziec, a nie-obiekt sam w sobie. Jego zdjęciom towarzyszyła zatem bardziej aura abstrakcji, niż realizmu. Chciał przetwarzać, uzyskiwać chemię na kliszy, a przede wszystkim unikać dokumentowania świata. Mimo iż w swoich pracach odchodził od rzeczywistości, nie da się ukryć, że był to okres rzeczywistości najbliższy. Kiedy w końcu lat 50-tych porzucił fotografię dla reliefów i rzeźb, wybuchło szaleństwo technologiczne. W połączeniu z czystą imaginacją, czy nawet z konceptem autora, dawało ono niesamowite (zwłaszcza jak na tamte czasy) obrazy - płaskorzeźby z drutów, blach, drewna, tworzyw sztucznych, z gipsu i plastiku. Formy trawione kwasami, koloryzowane reakcjami chemicznymi(np. poprzez stosowanie tlenków metali), stapiane, skręcane, spawane, zgrzewane, itd. Tym zajął się Beksiński. Sposób wykonania, a także środki do tego wykorzystane miały ogromne znaczenie. Najlepsze farby, oprawa,sprzęt malarski - to świadectwo Beksińskiego, które pozostało mu do dziś. Dbanie o trwałość poprzez nienaturalność (vide płyty pilśniowe zamiast płótna) wydawać by się mogło sprzeczne z samą tematyką jego późniejszych obrazów, gdzie dominował rozkład i kataklizm. Forma - elegancka, treść - dramatyczna.

Eksperymenty w tym okresie twórczości były niezwykle doceniane przez krytyków sztuki oraz pokrewnych Beksińskiemu artystów. Uważano go za wybitnego przedstawiciela nowoczesnej plastyki polskiej. W 1962 roku został nawet przyjęty do ZPAP. Ale po 1964 roku odwrócił się od całego tego zamieszania i, jakby na przekór modom, umieścił Tematykę w rysunkach piórkiem i długopisem. Podczas, gdy odchodzono od bezpośrednich znaczeń na rzecz malarskiego "luźnego strumienia świadomości", on zajął się niemalże pornografią. Tak zwany erotyzm biologiczny niby-ludzi z tkankami w rozkładzie,naczyniami krwionośnymi jakby prześwitującymi przez skórę, bardzo dosłowny i agresywny szokował i uczynił z Beksińskiego kontrowersyjną postać. Sam autor podkreślał, że pajęcze sieci żył, czy wszelka "błoniastość" były próbą uniknięcia, jak to określił, malarskiej nudy. Każde puste miejsce miało zostać wypełnione, naznaczone obecnością artysty.

Od początku lat 70-tych tworzył głównie rysunki węglem, których pełniejszą kontynuacją były obrazy olejne. Im poświęcił się całkowicie po 1974 roku, kiedy to odniósł duży sukces na wystawach własnych prac. Z niedawnego elitarnego awangardzisty przerodził się w ulubieńca kultury masowej. To z kolei spowodowało odejście dotychczasowych fanów-piewców nowatorstwa. Na Beksińskim, czego można było się spodziewać, nie wywarło to najmniejszego wrażenia. Zamknięty w swoim domu w Sanoku malował "na granicy realności". Były to nie-produkty wyobraźni, lecz jego własne wizje, wolne od świadomej interwencji. Podświadomość, jako rejestrator wizji, pozwalała mu stać się reżyserem obrazu. Po abstrakcyjnym etapie twórczości wszedł Beksiński w okres, w którym interesował go brak treści dydaktycznych, moralizatorskich i jakichkolwiek symulowanych skojarzeń. "(...)dążę do sytuacji,w której przedmiot na obrazie nie będzie identyfikowany,czy nawet zauważany, bo w świadomości odbiorcy ów przedmiot zrósł się z obrazem tak, że stanowi z nim pewną tożsamość...". By znaczenie nie miało znaczenia, a widz mógł stwierdzić "podoba mi się" w nagiej, bezrefleksyjnej emocji. Tożsamość obecna w nastroju. Uosabiał zawartość swojej psychiki wprowadzając odbiorcę (całkiem niezamierzenie) w światy rodem wyjęte z mitycznych demonologii, baśni i marzeń sennych. Poniekąd wynikało to z fascynacji komiksową fantastyką. Więc co mamy przed oczyma? Patetyczne katedry, niby-ludzie i niby-psy, majestatyczne drzewa, pejzaże, nagrobki, ukrzyżowania, mroczne sceny zagłady, rozpadu i pustki, ogólny nastrój zagrożenia. Brakuje granicy między tłem-niczym, a kształtem-czymś, co pozwala przypuszczać, że Nic rodzi Coś, a wszelki kształt jest zagęszczoną nicością. Ogromne znaczenie ma tu gra światła, która tworzy specyficzną atmosferę w monumentalnych dziełach Beksińskiego. Brak tytułów podkreśla dystans autora do wyniku swojej pracy, a brak pośredników między wizją, a autorem dowodzi tylko fotografowaniu podprogowych obrazów mózgu.

Po przeprowadzce do Warszawy w 1978 roku nie poszerzyły się kontakty Beksińskiego ze środowiskiem kulturalnym, które należy uznać praktycznie za zerowe. I choć chętnie udziela wywiadów w prasie i telewizji, najlepiej czuje się w domowej izolacji. Ostatnio stosuje elektroniczne techniki generowania obrazu. Sprzęt komputerowy odgrywa tu ważną rolę, dzięki której na nowo są tworzone fotomontaże. Wiele z tych prac, a także cały wcześniejszy dorobek można obejrzeć na ciągle powstających stronach Zdzisława Beksińskiego. Warto nadmienić, że, pomimo artystycznego izolacjonizmu, jego obrazy same bronią się za granicą. No, może z niewielką pomocą Piotra Dmochowskiego z Paryża-francuskiego prawnika i menadżera Beksińskiego. On to, od 1983 roku propaguje polskiego malarza organizując indywidualne wystawy, jak te w Galerie Valmay w Paryżu w 1985, 1986 i 1988 roku.

Kapturek

Tadeuszowi Nyczkowi dziękuję za książkę "Plus nieskończoność", na której to zawartości oparł się ten artykuł.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014, zbex

Polecane wpisy